Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joou no Hana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joou no Hana. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Jeszcze całkiem Nowy Rok

Siemano. Mieliśmy wielkie plany (w sumie ja miałam, nie wiem jak reszta), żeby aktualkę dać 31 grudnia i zrobić jakieś zestawienie, ile czego wyszło i kto się najbardziej w tym roku napracował, ale, jak widać, wyszło jak zawsze. Podejrzewam, że czytanie tych tabelek tylko mi sprawia dziką radość, więc dla was żadna strata.
Bardzo chciałabym wliczyć te rozdziały jeszcze do starego roku, bo by mi się statystyka ładniej układała, no ale to chyba jednak byłaby lekka przesada. Mogłabym też oszukać i ustawić datę na 31, ale ktoś chyba tu w międzyczasie wchodził, więc plan oszustwa raczej by się nie powiódł. No trudno.
Zacznijmy właściwą część aktualki, czyli fascynującą historię z życia. Podróżowałam ostatnio pociągiem. Generalnie wszystko fajnie, jedna przesiadka, czterdzieści minut zapasu... 6:55 wsiadam do tramwaju, który jest jedynym środkiem transportu, który podczas tej szalonej podróży przyjeżdża na czas. Mój pierwszy pociąg przyjeżdża z opóźnieniem około 40 minut. Zmarznięta, niedospana, wbijam tam z nadzieją, że wygrzeję się w cieplutkim pociągu. Ale ogrzewanie nie działa. W całym wagonie. No trudno, przetrwam. Może przynajmniej opóźnienie się zmniejszy. A skąd, jakie było takie jest. Wysiadam w biegu, rzucam się na peron, szaleństwo w oczach, bo to Warszawa Centralna, gdzie ostatnio byłam ponad 10 lat temu, dworca nie znam, skąd odjeżdża pociąg nie wiem, panika. Znalazłam miejsce docelowe dość szybko, bo okazało się, że pociąg odjeżdża z tego samego peronu tylko toru naprzeciwko. Szczęśliwa, bo zostało mi jakieś pięć minut, stoję sobie i czekam. Nagle komunikat. Uwaga, pociąg opóźniony o około 10 minut. Klątwa,  myślę sobie. Ale cóż, idę kupić jakąś paskudną kawę w automacie. Nie działa. Trudno, kupuję wodę w innym automacie. Która jest zimna jak wodospady na Alasce, ale żadna łza nie ma prawa ze mnie wyciec, bo wszystkie zamarzły. W końcu się przesiadam i jadę dalej, przekonana, że klątwa ustąpiła, bo dojeżdżam nawet na czas i nie robię sobie żadnej krzywdy, poza pierdolnięciem głową w drzwi przedziału. Ale moja radość nie trwała długo, bo nadszedł czas powrotu. Jako że lubię żyć na krawędzi, zachęcona też tym, że akurat ten pociąg ostatnio zajechał na czas, kupuję sobie bilet z przesiadką w ciągu siedmiu minut. No i to jest duży błąd, bo odjeżdżam 20 minut później niż powinnam. Kupuję więc inny bilet, z czterdziestoma minutami na przesiadkę. Bez miejscówki, ale nie mam innej opcji. No cóż, nie przeciągając, zdążyłam bo skomunikowali pociągi i tamten poczekał. I przez to też był spóźniony.
No, także generalnie polecam. Jak macie opcję się nie przesiadać, to się nie przesiadajcie.
Miałam nie siedzieć już i nie liczyć, ale jakbym nie podała żadnych danych liczbowych to chyba bym umarła. Uwaga, w całym minionym roku wydaliśmy w sumie 203 rozdziały! Proszę nam pogratulować, bo w zeszłym udało nam się tylko 100. Przebicie swojego wyniku dwukrotnie to już jakieś osiągnięcie. Najwięcej, bo aż 55 rozdziałów to Love so Life, które udało nam się skończyć przy pomocy Sukoshi Kurushimi. Kolejne to Akagami no Shirayukihime z 22 rozdziałami i ex aequo Shiawase Kissa no Sauchome i Akuma to Love Song, których udało nam się wydać po 12 rozdziałów. Znacznie przyśpieszyło też Last Game, którego w ciągu ostatnich miesięcy wyszło 9 rozdziałów. Nie licząc oneshotów i Kiry, który po type trafił na maila grupy jeszcze w starym roku, ale QC przeszedł jakieś pół godziny temu, udało nam się skończyć cztery projekty: Hayabusa - Sanada Dengekichou, Kimi ni Koishite Ii Desu ka, Love so Life i Sora no Yousei. 
Mogło być gorzej.
A teraz przejdźmy do rozdziałów.
Kończymy dzisiaj jeden projekt! To był cel na 2017, ale close enough. Tak czy inaczej, macie dzisiaj całą resztę Kyou no Kira-kun. I tu następuje ogólna radość, nasza, bo skończyliśmy i nigdy więcej nie trzeba będzie oglądać płaczącego Kiry, i wasza, bo tyle rozdziałów i poznacie zakończenie. Alleluja. Poza tym prawie udało nam się nadgonić Akuma to Love Song, po angielsku został tylko jeden rozdział, który wyszedł stosunkowo niedawno. No i dodatkowo ulubieńcy wszystkich, czyli Last Game i Lovely Complex i wspaniałe Joou no Hana, które liczy się za trzy.

niedziela, 17 września 2017

Parostatkiem w piękny rejs



Ostatni tydzień minął nam przy wtórze znanych i kochanych przez wszystkich wybitnych dzieł muzyki polskiej, dlatego na samym wstępie dostajecie Krzysztofa Krawczyka narysowanego w stylu mangowym. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale jestem pełna szacunku dla tego człowieka i jeśli kiedyś los postawi go na mojej drodze, to z największą przyjemnością uścisnę mu dłoń.
Skąd w naszym życiu nagle pojawił się Krzysiu, zapytacie. Otóż Azbe wybrała się w piękny rejs Polskimi Kolejami Państwowymi i znalazła się w moich skromnych progach, żeby przez tydzień nie robić absolutnie nic poza piciem piwa, jedzeniem przekąsek i oglądaniem naprawdę fascynujących filmów (poza Assasin's Creed, błagam, nigdy więcej). Wszystko to śpiewając Dumkę na dwa serca i Psalm dla Ciebie. Oprócz tego Azbe została oficjalnym fotografem mojego królika, a ja krewetką. Nie jestem w stanie dokładnie wyjaśnić, jak zrobić z siebie krewetkę, ale należy zacząć od ułożenia na sobie jakiegoś miliona kołder, z których wierzchnia musi mieć kolor krewetki i być niezapięta, żeby biała kołdra mogła wyślizgnąć się z poszewki. Nie wiem czy ktokolwiek potrafi sobie wyobrazić, w jaki sposób to wygląda jak krewetka, ale zawsze możecie przeprowadzić eksperyment. Najlepiej na swoim wrogu, bo po pięciu minutach pod takim nakryciem ofierze zaczyna brakować tlenu i dodatkowo umiera z przegrzania.
Mimo tak zajętego tygodnia udało nam się znaleźć chwilę czasu na to, by ogarnąć kilka rozdziałów. Robiłyśmy razem QC, które polegało na tym, że ja sprawdzałam rozdziały, a Azbe siedziała obok i grała w Pokemony wpierając mnie duchowo. A potem zrobiła ze mnie krewetkę. Drugie pomogło nawet bardziej, bo spieszyłam się jak mogłam, żeby skończyć i móc się z tego wydostać.
Efekt jest tego taki, że mamy dzisiaj dla was aż osiem rozdziałów. Zamierzenie było w sumie takie, żeby raczej dawać mniej, bo miałyśmy oszczędzać na aktualkę urodzinową, no ale nie mogłyśmy się zdecydować, co dać i wyszło jak wyszło. Cóż, raz się żyje. Zrobimy więcej.
Już widzę jak ekipa się ucieszy.
Nie przedłużając, przechodzimy do rozdziałów. Mamy dzisiaj dla was kontynuację dwóch projektów, które zaczęłyśmy ostatnio (żeby nie było, że zaczynamy i nie robimy), kilka projektów starszych, które wypadałoby może kiedyś może skończyć i jeden nowy, który urzekł mnie tym, że jest Ouranem.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wincyj nowych projektów!


Ostatnio aktualki pojawiają się zaskakująco często (jak na nas), więc uznałyśmy, że jak szaleć to szaleć i w ten sposób powstała dzisiejsza aktualka specjalna. Czemu specjalna? Bo nie pisze jej Eli Bo wydajemy miliard nowych projektów. I spokojnie, nie oznacza to, że nie pracujemy nad starymi, więc bez stresu. Na chwilę obecną praca w Senchy wre jak rzadko kiedy, bo zbliżają się urodziny grupy i staramy się nie wyjść na żali i mieć co wydać z tej okazji. Byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy mieli TŁUMACZY. To nie tak, że błagam. Bo ja nie błagam. Ale gdybym błagała... Nie ma żadnych chętnych? Nikt nie chce dołączyć i czegoś potłumaczyć? Proszę?

Tłumaczy może i nie mamy, ale ostatnio dołączyła do nas nowa typesetterka Yume i tym samym zdobyła szacunek ulicznych gołębi. Jeśli ktoś też chce zyskać taki respekt, zapraszam do zakładki Rekrutacja. Najlepiej na tłumacza. Ktokolwiek?

Przyjaciół też za bardzo nie mamy (co my w ogóle mamy?), ale czasem ktoś się nad nami lituje. Misiojda z grupy Futago Shimai zgodziła się tłumaczyć projekt Joou no Hana. Nie musiałam jej nawet specjalnie namawiać, bo manga zacna, więc polecam się z nią zapoznać. Zwłaszcza, że jeden rozdział ma ponad 100 stron, więc czytajcie to, kochajcie i doceniajcie, bo trochę roboty z tym jest.
Nasi koleżkowie z Futago Shimai wydają z nami też Gokinjo Monogatari. Mamy tyle jointów, że prawie wierzę, że naprawdę nas lubią.

Co do reszty nowych projektów, jest manga o tym, jak poderwać dziewczynę, będąc psychopatą i o lokaju, który mierzy się z poważnymi życiowymi problemami, takimi jak ludzka niechęć do marchewek.

Aha, gdyby ktoś miał za dużo skarpetek, to niech mi jakieś wyśle, bo wszystkie mi poginęły. Znaczy poginęło po jednej skarpetce z każdej pary. Zawsze zastanawiał mnie ten fenomen. Czy istnieje jakiś rodzaj skarpetowego demona, który chce zaprowadzić na świecie chaos, kradnąc ludziom pojedyncze skarpetki? Myślę, że to całkiem prawdopodobne. Ale jak w takim razie się przed tym obronić? Może muszę zacząć kupować skarpetki od skarpetkowych kapłanów. Ma ktoś na jakiegoś namiary?

Gołębie na obrazku niczego nie symbolizują. Po prostu lubię gołębie.