Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ouji ga Watashi o Akiramenai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ouji ga Watashi o Akiramenai. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 grudnia 2017

Imieniny Polichroniusza


Nie znam żadnych Polichroniuszów, ale najwyraźniej ci nieszczęśnicy obchodzą dzisiaj imieniny. Razem z Emilianem i Heliodorem. No i Mikołajem, ale o tym to wszyscy wiedzą.
Ja w ogóle zgłaszam reklamację, bo nic nie dostałam na mikołajki. Nawet opierdolu żadnego. Ani wpierdolu na Jeżycach. I ja się pytam, w jaki sposób ten dzień ma się różnić od innych? A może nie ma? Może to tylko halucynacje z niedożywienia i śmierć.
Ubrałabym sobie choinkę i stworzyła odrobinę fałszywego świątecznego klimatu, ale wcześniej musiałabym posprzątać pokój, żeby znalazło się na nią miejsce, a to ponad moje siły. Generalnie w tej chwili stukanie palcami o klawiaturę to maksymalny wysiłek, na jaki jestem w stanie się zdobyć.
Właściwie nie mam wam nic do opowiedzenia, bo od czasu ostatniej aktualki nie wydarzyło się zupełnie nic ciekawego, ale jakoś miejsce trzeba zagospodarować, więc spróbuję lać wodę.
W ogóle powinnam w końcu przeczytać kilka rozdziałów książki, co ma mi się przydać do mojej nieistniejącej jeszcze pracy magisterskiej, ale lepiej idzie mi czytanie fanficków z Harrego Pottera niż Historycznej Stylistyki Języka Polskiego. Niestety chyba nikt normalny nie pozwoli mi na pisanie magisterki z poetyki opowiadań typu Dramione, więc muszę przemęczyć się z czymś innym, na czym w miarę się znam.
Poza tym dotarła do mnie informacja, że w Szanghaju otworzyli polonistykę. I tak się zastanawiam, czy nie potrzebują może nejtiwa w roli wykładowcy? I, co ważniejsze, czy w Szanghaju zimą jest w miarę ciepło? Bo jako że mamy przełom listopada i grudnia to tradycyjnie rozpoczynam poszukiwanie jakiegoś miejsca, gdzie zima nie wygląda jak zima i gdzie można się przeprowadzić. Na razie wymyśliłam Australię, ale jeszcze nie wiem, dlaczego mieliby mnie tam potrzebować. No i latem to temperatury tam chyba nie sprzyjają życiu. Podobno w Kanadzie mają mało ludzi i są całkiem otwarci na nowych przybyszów, no i ten kraj to jeden wielki tematyczny park rozrywki, ale pewnie zamarzłabym sekundę po przekroczeniu granicy.
Dobra, chyba starczy już moich życiowych rozważań, niech już będą te rozdziały. Miało być sześć rozdziałów, bo szósty grudnia, no ale mamy nowy projekt (co za niespodzianka, dawno żadnego nie było), więc trzeba go wrzucić, żeby nam ktoś nie podebrał. Znaczy, i tak byśmy to zdublowały, bo nikt nam nie będzie mówił, jak mamy żyć, no ale wrzucamy. Leci też wasze ulubione Akagami no Shirayukihime, dwa ostatnie dodatki do Kimi ni Koishite Ii desu ka (czego nazwę chyba pisałam cały czas źle), lokaj o podwójnej tożsamości i Ouran High School... znaczy, Ouji ga Watashi o Akiramenai!

piątek, 24 listopada 2017

Enchilada


Dziś w programie "Gotuj z Senchą" porozmawiamy o enchiladzie z kurczakiem. Zacznijmy od tego, że nie mam pojęcia, czym właściwie jest enchilada ani czy to na obrazku to enchilada, bo nigdy enchilady na oczy nie widziałam. Tak mówią google, ale google czasem kłamią. Nie wiem już, komu mogę ufać. :(

Ostatnia aktualka była miesiąc temu i wyszło w niej jakieś milion rozdziałów, więc potrzebowałyśmy trochę odsapnąć. Czy odsapnęłyśmy? Raczej nie. Jak mamy odsapnąć, skoro sen z powiek spędza nam enchilada? A przynajmniej mi. Co to w ogóle za słowo? Enchilada. W każdym razie żyjemy, mamy dla was rozdziały, nie mamy enchilady, bo nie umiem jej zrobić, bo nigdy jej nie jadłam, bo do niedawna nie widziałam, że coś takiego istnieje.

Dziś serwujemy wam aż trzy rozdziały Lasta, coś takiego nie miało miejsca chyba... nigdy. Drugi rozdział Ouji, końcówkę tomu Toshokana, gdzie dodatek jest dłuższy niż rozdział i ZUPEŁNIE NOWY PROJEKT, bo nowe projekty kochamy prawie tak jak enchiladę. Albo kochalibyśmy, gdybyśmy wiedzieli, czym ta enchilada jest. I jak smakuje. I czy w ogóle istnieje. No. Ale ten nowy projekt to shounen i chyba ecchi, w sumie nie wiem, bo go nie czytałam. Ja tu tylko sprzątam. Ale gratulacje należą się Serin, która popełniła swój debiut typesetterski i typnęła Toshokany i Shinigami. Brawo, ale i tak nie zejdziesz z karnego jeżyka.

Chciałam zamieścić przepis na enchiladę, ale byłby dłuższy niż cała aktualka, więc trochę żal. Gdyby ktoś jednak zrobił sobie taką enchiladę, proszę wysyłać mi zdjęcia na adres grupy senchaproject@gmail.com Najpiękniejsza enchilada zostanie nagrodzona. Poważnie. To konkurs na najpiękniejszą enchiladę.

niedziela, 17 września 2017

Parostatkiem w piękny rejs



Ostatni tydzień minął nam przy wtórze znanych i kochanych przez wszystkich wybitnych dzieł muzyki polskiej, dlatego na samym wstępie dostajecie Krzysztofa Krawczyka narysowanego w stylu mangowym. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale jestem pełna szacunku dla tego człowieka i jeśli kiedyś los postawi go na mojej drodze, to z największą przyjemnością uścisnę mu dłoń.
Skąd w naszym życiu nagle pojawił się Krzysiu, zapytacie. Otóż Azbe wybrała się w piękny rejs Polskimi Kolejami Państwowymi i znalazła się w moich skromnych progach, żeby przez tydzień nie robić absolutnie nic poza piciem piwa, jedzeniem przekąsek i oglądaniem naprawdę fascynujących filmów (poza Assasin's Creed, błagam, nigdy więcej). Wszystko to śpiewając Dumkę na dwa serca i Psalm dla Ciebie. Oprócz tego Azbe została oficjalnym fotografem mojego królika, a ja krewetką. Nie jestem w stanie dokładnie wyjaśnić, jak zrobić z siebie krewetkę, ale należy zacząć od ułożenia na sobie jakiegoś miliona kołder, z których wierzchnia musi mieć kolor krewetki i być niezapięta, żeby biała kołdra mogła wyślizgnąć się z poszewki. Nie wiem czy ktokolwiek potrafi sobie wyobrazić, w jaki sposób to wygląda jak krewetka, ale zawsze możecie przeprowadzić eksperyment. Najlepiej na swoim wrogu, bo po pięciu minutach pod takim nakryciem ofierze zaczyna brakować tlenu i dodatkowo umiera z przegrzania.
Mimo tak zajętego tygodnia udało nam się znaleźć chwilę czasu na to, by ogarnąć kilka rozdziałów. Robiłyśmy razem QC, które polegało na tym, że ja sprawdzałam rozdziały, a Azbe siedziała obok i grała w Pokemony wpierając mnie duchowo. A potem zrobiła ze mnie krewetkę. Drugie pomogło nawet bardziej, bo spieszyłam się jak mogłam, żeby skończyć i móc się z tego wydostać.
Efekt jest tego taki, że mamy dzisiaj dla was aż osiem rozdziałów. Zamierzenie było w sumie takie, żeby raczej dawać mniej, bo miałyśmy oszczędzać na aktualkę urodzinową, no ale nie mogłyśmy się zdecydować, co dać i wyszło jak wyszło. Cóż, raz się żyje. Zrobimy więcej.
Już widzę jak ekipa się ucieszy.
Nie przedłużając, przechodzimy do rozdziałów. Mamy dzisiaj dla was kontynuację dwóch projektów, które zaczęłyśmy ostatnio (żeby nie było, że zaczynamy i nie robimy), kilka projektów starszych, które wypadałoby może kiedyś może skończyć i jeden nowy, który urzekł mnie tym, że jest Ouranem.